Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 312
„Zmuszona za młodu do rozwagi, z wiekiem dojrzała do romantyczności: to naturalne konsekwencje nienaturalnego początku.”
Jane Austen nie trzeba przedstawiać, ani rekomendować, jej powieści są klasyką romansu i nawet tym "nieczytającym" jej nazwisko jest znane. Jeśli ktoś odwiedza mnie to wie, jak bardzo uwielbiam jej twórczość. Nie będzie więc dla was zaskoczeniem, kiedy napiszę, że ta książka to cudo.
Opowiada ona historię dwóch młodych sióstr - Elinor i Marianne, które po śmierci ojca skazane zostały na łaską przyrodniego brata i jego skąpej żony. Razem z matką kobiety zamieszkują w małym domku, niedaleko swojego kuzynostwa i tu akcja zaczyna sie rozkręcać, o ile można tak powiedzieć.
Może za chwilę zostanę zhejtowana, za to, że piszę, że w "Jutro" fabuła niemiłosiernie mi się ciągnie, a w "Rozważnej .." mi to nie przeszkadza. Wiecie, od każdej książki wymagam czegoś innego i wydaje mi się, że nawet, jak na Austen, ta powieść jest dosyć zaskakująca. Niby schemat nieszczęśliwej miłości, której przeszkadzają reguły zachowania, a tu nagle takie zawirowania.
Austen mistrzowsko posługuje się humorem. W "Rozważnej.." świetnie zestawiła tak skrajnie różne charaktery sióstr - rozsądną Elinor i uczuciową do granic Marianne. Sytuacje dwóch kobiet bardzo podobne, jednak ich zachowania tak bardzo odmienne. Okazywanie przez nich emocji czasem mnie bawiło, a czasem rozczulało ;)
Również poboczne postacie są godne zwrócenia na nie uwagi. Każda w pewnie sposób zwracała na siebie uwagę, a przede wszystkim pan i pani Middleton oraz pani Ferras. Skrajność i wywyższanie się. Czy tylko mnie wydawało się, że Austen próbowała pośrednio ośmieszyć te cechy?
Jednak autorka nie negowała żadnej z postaw swoich głównych bohaterek, chciała pokazać, że nadmierna uczuciowość czy rozwaga nie są niczym złym jeśli się uzupełniają i powinny to robić. Każdy potrzebuje równowagi. Ostatnio wzięłam się za czytanie J. Austen więc możecie oczekiwać recenzji "Opactwa Northanger", zresztą czytajcie ogłosznia, tam informuję na bieżąco :)
~ Jane ~
wtorek, 26 listopada 2013
piątek, 22 listopada 2013
John Marsden "Jutro"
Wydawnictwo: Znak Litera Nova
Liczba stron: 272
"Pośród śmierci nadal żyjemy."
Grupa nastolatków wybiera się na biwak w góry. Chcą spędzić miło czas i zacieśnić więzy przyjaźni. Gdy wracają do domu czeka na nich ogromne zaskoczenie. Ich rzeczywistość już nie istnieje, kraj jest w stanie wojny, ich bliscy zostali porwani. Teraz muszą liczyć tylko na siebie, muszą spróbować przetrwać i odzyskać rodziny. Czy poradzą sobie w tak trudnej sytuacji?
Jest to pierwsza książka z serii "Jutro". Wszystko dzieje się w Australii. Nieznane mocarstwo przeprowadza inwazję i okupuje ten kraj. Tak naprawdę nie wiemy co to za państwo i jego opis nie pasuje do żadnego z współcześnie istniejących. Co dziwne cały podbój zostaje przeprowadzony w jeden dzień, trochę nierealne, no ale cóż.
Narratorką jest nastoletnia Ellie, która została wyznaczone przez przyjaciół do spisywania ich poczynań i przeżyć podczas różnych zdarzeń. Dziewczyna jest według mnie trochę niedojrzała, tak jak reszta jej znajomych. Zamiast planować jak odzyskać bliskich, w głowach im tylko romanse i tym podobne. Nie mówię, że w ogóle nie przejmują się ich sytuacją, ale nawet opisy różnych, nazwijmy to akcji, przerywane są nagłymi myślami Ellie o np. pokrywających się wołach. Bez sensu.
Jednak muszę przyznać, że bohaterowie z pewnością nie są nudni. Podczas wyprawy odkrywają w sobie dużo nowych cech i rzeczywiście lepiej się poznają.
Książka napisana jest takim lekkim, codziennym językiem. Bohaterowie posługują się mową młodzieżową (nie wiem czy dobrze napisałam), ale ich kwestie nie są przesadnie napakowane sloganem. Bardzo fajnie się ją czytało jeśli chodzi o tą kwestię.
"Jutro" wydane w 1993 roku w Australii zyskało tam ogromna popularność, zresztą tak jak w Polsce, kiedy to książka wyszła w naszym języku w 2011 roku. Według mnie to zwykły przeciętniak, jakoś mnie nie zachwycił, tym bardziej, że wydarzenia ciągnęły się jak flaki z olejem. Można było się zanudzić w oczekiwaniu na kolejne ciekawsze wydarzenie. Za książkę wzięłam się podczas plażowania i myślę, że na takie zrelaksowanie się jest w porządku, ale muszę dodać, że dorosłych z pewnością nie zainteresuje. Obydwoje moich rodziców próbowało się z nią zmierzyć i doszli do tego samego wniosku co ja - wieje w niej nudą.
Autor miał ciekawy i oryginalny pomysł, ale kompletnie go nie wykorzystał. Jakoś na razie nie mam ochoty na więcej.
Moja ocena: 4/10
~ Jane ~
Liczba stron: 272
"Pośród śmierci nadal żyjemy."
Grupa nastolatków wybiera się na biwak w góry. Chcą spędzić miło czas i zacieśnić więzy przyjaźni. Gdy wracają do domu czeka na nich ogromne zaskoczenie. Ich rzeczywistość już nie istnieje, kraj jest w stanie wojny, ich bliscy zostali porwani. Teraz muszą liczyć tylko na siebie, muszą spróbować przetrwać i odzyskać rodziny. Czy poradzą sobie w tak trudnej sytuacji?
Jest to pierwsza książka z serii "Jutro". Wszystko dzieje się w Australii. Nieznane mocarstwo przeprowadza inwazję i okupuje ten kraj. Tak naprawdę nie wiemy co to za państwo i jego opis nie pasuje do żadnego z współcześnie istniejących. Co dziwne cały podbój zostaje przeprowadzony w jeden dzień, trochę nierealne, no ale cóż.
Narratorką jest nastoletnia Ellie, która została wyznaczone przez przyjaciół do spisywania ich poczynań i przeżyć podczas różnych zdarzeń. Dziewczyna jest według mnie trochę niedojrzała, tak jak reszta jej znajomych. Zamiast planować jak odzyskać bliskich, w głowach im tylko romanse i tym podobne. Nie mówię, że w ogóle nie przejmują się ich sytuacją, ale nawet opisy różnych, nazwijmy to akcji, przerywane są nagłymi myślami Ellie o np. pokrywających się wołach. Bez sensu.
Jednak muszę przyznać, że bohaterowie z pewnością nie są nudni. Podczas wyprawy odkrywają w sobie dużo nowych cech i rzeczywiście lepiej się poznają.
Książka napisana jest takim lekkim, codziennym językiem. Bohaterowie posługują się mową młodzieżową (nie wiem czy dobrze napisałam), ale ich kwestie nie są przesadnie napakowane sloganem. Bardzo fajnie się ją czytało jeśli chodzi o tą kwestię.
"Jutro" wydane w 1993 roku w Australii zyskało tam ogromna popularność, zresztą tak jak w Polsce, kiedy to książka wyszła w naszym języku w 2011 roku. Według mnie to zwykły przeciętniak, jakoś mnie nie zachwycił, tym bardziej, że wydarzenia ciągnęły się jak flaki z olejem. Można było się zanudzić w oczekiwaniu na kolejne ciekawsze wydarzenie. Za książkę wzięłam się podczas plażowania i myślę, że na takie zrelaksowanie się jest w porządku, ale muszę dodać, że dorosłych z pewnością nie zainteresuje. Obydwoje moich rodziców próbowało się z nią zmierzyć i doszli do tego samego wniosku co ja - wieje w niej nudą.
Autor miał ciekawy i oryginalny pomysł, ale kompletnie go nie wykorzystał. Jakoś na razie nie mam ochoty na więcej.
Moja ocena: 4/10
~ Jane ~
środa, 20 listopada 2013
C. R. Zafón - Gra Anioła
Wydawnictwo: MUZA
Liczba stron: 608
"-Źle pan wygląda - zawyrokował.
-Niestrawność - odparłem.
- A co panu zaszkodziło?
- Życie."
Poznajmy Davida Martina, młodego pisarza, poszkodowanego przez życie i nieszczęśliwie zakochanego młodzieńca. Jednak w końcu szczęście uśmiecha się do Davida i jego dzieła zostają docenione przez miejscowych. Niestety zobowiązany jest pisać pod pseudonimem, a dodatkowo ma narzucony termin dostarczenia kolejnej powieści. Mimo, że taka praca wreszcie pozwala wydostać się mu z obleśnego pensjonatu i zacząć prowadzić dostatnie życie, nie może w pełni korzystać z tych dóbr i zaniedbuje się coraz bardziej, pisząc całe dnie i noce. Nagle dostaje propozycję napisania książki swojego życia, bez terminów, bez zobowiązań, w dodatku za ogromne pieniądze i coś jeszcze. Druga taka okazja się nie przydarzy, jednak jest w niej coś podejrzanego, coś napawającego strachem. Czy Dawid się zgodzi pracować dla tajemniczego "pryncypała" ?
"Zawiść jest religią przeciętniaków."
C.R. Zafón - byłam pewna, że za tym nazwiskiem musi kryć się coś wyjątkowego - nie pomyliłam się. Sięgnęłam po drugą książkę z cyklu "Cmentarz Zapomnianych Książek" i już od pierwszego rozdziału wiedziałam, że to był dobrzy wybór. Autor przenosi nas znowu do cudownej Barcelony, tajemniczej i subtelnej, ale o wiele bardziej mrocznej niż w "Cieniu wiatru". Jak wiecie w takich klimatach czuje się jak ryba w wodzie. ;)
"Sądzę, że jest pan zbyt surowym sędzią dla siebie, co zresztą jest cechą wyróżniająca jednostki wartościowe. Proszę mi wierzyć, że przez lata mojej działalności stykałem się z rzeszą osób, za które nie dałby pan złamanego grosza, ale które miały o sobie bardzo wysokie mniemanie."
Czyta się szybko, zachłannie i ten piękny język. Tak, musicie przyznać, że książki Zafóna są napisane wyjątkowo i mimo swojej objętości nigdy się nie dłużą i nie nudzą. Wartka akcja, świetne dialogi i płynne wprowadzanie nowych wątków, chociaż tu ich mnogość sprawiała, że można było się pogubić. Wydaje mi się, że przez to książka wydawała się chaotyczna, tym bardziej, że nie wszystkie z wątków zostały doprowadzone do końca. Może autor chciał, żeby czytelnicy sami wymyślili sobie ich zakończenie i każdy miał swoją interpretacje tej powieści?
Oprócz wielu wątków pojawia się też wiele postaci. Bogactwo i różnorodność charakterów wzbudza podziw. Każda postać jest przynajmniej niebanalna. A już największą zagadka jest dla mnie postać pryncypała.
Książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Miałam wrażenie, że czytam jakąś zakazaną księgę, coś co nigdy miało nie trafić do moich rąk. Jest zupełnie inna niż "Cień wiatru". Tak mroczna i dosłownie usłana trupami, ma swój urok, tego nie zaprzeczę, i jest naprawdę świetna pod każdym względem, ale jeśli miałabym wybierać, to postawiłabym na "Cień wiatru".
Pisarz po raz kolejny pokazał klasę, chyba każdy to przyzna. To nie moje ostatnie spotkanie z tym autorem, tego jestem pewna.
Moja ocena: 9/10
~ Jane ~
Liczba stron: 608
"-Źle pan wygląda - zawyrokował.
-Niestrawność - odparłem.
- A co panu zaszkodziło?
- Życie."
Poznajmy Davida Martina, młodego pisarza, poszkodowanego przez życie i nieszczęśliwie zakochanego młodzieńca. Jednak w końcu szczęście uśmiecha się do Davida i jego dzieła zostają docenione przez miejscowych. Niestety zobowiązany jest pisać pod pseudonimem, a dodatkowo ma narzucony termin dostarczenia kolejnej powieści. Mimo, że taka praca wreszcie pozwala wydostać się mu z obleśnego pensjonatu i zacząć prowadzić dostatnie życie, nie może w pełni korzystać z tych dóbr i zaniedbuje się coraz bardziej, pisząc całe dnie i noce. Nagle dostaje propozycję napisania książki swojego życia, bez terminów, bez zobowiązań, w dodatku za ogromne pieniądze i coś jeszcze. Druga taka okazja się nie przydarzy, jednak jest w niej coś podejrzanego, coś napawającego strachem. Czy Dawid się zgodzi pracować dla tajemniczego "pryncypała" ?
"Zawiść jest religią przeciętniaków."
C.R. Zafón - byłam pewna, że za tym nazwiskiem musi kryć się coś wyjątkowego - nie pomyliłam się. Sięgnęłam po drugą książkę z cyklu "Cmentarz Zapomnianych Książek" i już od pierwszego rozdziału wiedziałam, że to był dobrzy wybór. Autor przenosi nas znowu do cudownej Barcelony, tajemniczej i subtelnej, ale o wiele bardziej mrocznej niż w "Cieniu wiatru". Jak wiecie w takich klimatach czuje się jak ryba w wodzie. ;)
"Sądzę, że jest pan zbyt surowym sędzią dla siebie, co zresztą jest cechą wyróżniająca jednostki wartościowe. Proszę mi wierzyć, że przez lata mojej działalności stykałem się z rzeszą osób, za które nie dałby pan złamanego grosza, ale które miały o sobie bardzo wysokie mniemanie."
Czyta się szybko, zachłannie i ten piękny język. Tak, musicie przyznać, że książki Zafóna są napisane wyjątkowo i mimo swojej objętości nigdy się nie dłużą i nie nudzą. Wartka akcja, świetne dialogi i płynne wprowadzanie nowych wątków, chociaż tu ich mnogość sprawiała, że można było się pogubić. Wydaje mi się, że przez to książka wydawała się chaotyczna, tym bardziej, że nie wszystkie z wątków zostały doprowadzone do końca. Może autor chciał, żeby czytelnicy sami wymyślili sobie ich zakończenie i każdy miał swoją interpretacje tej powieści?
Oprócz wielu wątków pojawia się też wiele postaci. Bogactwo i różnorodność charakterów wzbudza podziw. Każda postać jest przynajmniej niebanalna. A już największą zagadka jest dla mnie postać pryncypała.
Książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Miałam wrażenie, że czytam jakąś zakazaną księgę, coś co nigdy miało nie trafić do moich rąk. Jest zupełnie inna niż "Cień wiatru". Tak mroczna i dosłownie usłana trupami, ma swój urok, tego nie zaprzeczę, i jest naprawdę świetna pod każdym względem, ale jeśli miałabym wybierać, to postawiłabym na "Cień wiatru".
Pisarz po raz kolejny pokazał klasę, chyba każdy to przyzna. To nie moje ostatnie spotkanie z tym autorem, tego jestem pewna.
Moja ocena: 9/10
~ Jane ~
poniedziałek, 18 listopada 2013
Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci"
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 352
„Oto ja, Katniss dziewczyna, która igra z ogniem”
Panem, państwo powstałe na ruinach USA, 12 dystryktów i rządzący nimi Kapitol, który wykorzystuje swoich obywateli jak tylko może. Po zorganizowaniu powstania w trzynastym, już nie istniejącym dystrykcie, ludzie muszą płacić za swoje nieposłuszeństwo uczestnicząc w Igrzyskach Głodowych. Z każdego dystryktu mieszkańcy muszą wystawić dwójkę zawodników - kobietę i mężczyznę w 12-18 lat- do walki na śmierć i życie, na przygotowanej arenie.
Zawsze chciałam przeczytać "Igrzyska.." i wreszcie się na to zebrałam, i chodź w sieci krąży milion recenzji, to pozwólcie, że ja napisze jeszcze jedną. Nie napiszę, że myślałam, że będzie to kolejna seria dla nastolatek, bo tak nie było. Miałam przeczucie, że pod tym tytulem kryje się coś więcej niż tylko miłosne miraże i tym podobne.
Po pierwsze zaczęłam się bać, kto wie, co przyniesie dzisiejszy egoizm ludzi, a opis Panem był naprawdę przerażający. Chociaż czy wykorzystywanie ludzi i zabawa nimi nie są dziś na porządku dziennym? Tak wielkie różnice dzielą ludzi zamożnych od tych ubogich, tak bardzo stajemy się zapatrzeni w siebie.
Po drugie byłam zszokowana okrucieństwem wobec tych młodych ludzi, w zasadzie dzieci. Jednak, mimo swojej sytuacji i bliskości śmierci, każde z nich mężnie walczyło.
Zniewolone dystrykty musiały wybrać po dwie osoby do Igrzysk .. w dwunastce została wylosowana mała Prim i wtedy jej siostra bez zastanowienia zglosiła się na ochotnika, aby ocalić dziewczynkę. Tak zaczynamy odkrywać charakter Katniss, która bardzo kochała siostrzyczkę i obiecała jej, że zwycięży. Jej walka jednak nie opierała się na zabiciu innych trybutów, ona walczyła z chorym systemem w jakim jej i innym niewinnym ludziom przyszło żyć. Chciała za wszelką cenę zniszczyć plan pozbawienia tych młodych ludzi człowieczeństwa i obudzenia w nich bestii, chciała wbrew zamysłom władzy pozostać człowiekiem. W ten sposób razem z Peetą, drugim trybutem z dwunastki, chcieli wygrać.
„- Właściwie nie wiem, jak to ująć. Chodzi o to, że… chcę umrzeć taki, jaki jestem naprawdę. Nie jestem pewien, czy rozumiesz, o co mi chodzi (…). - Chcesz przez to powiedzieć, że nikogo nie zabijesz? – zdumiewam się. -Nie, gdy przyjdzie co do czego, na pewno będę zabijał jak wszyscy. Nie odejdę bez walki. Po prostu usiłuję znaleźć sposób na to, że jestem kimś więcej niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach. - Ale nie jesteś kimś więcej. Nikt z nas nie jest. Na tym polegają igrzyska. - Zgoda, ale w głębi duszy powinniśmy pozostać sobą, i ty, i ja"
Choć próbowałam, to nie sposób wyrazić emocji jakie towarzyszyły mi podczas lektury i po niej. Wiem, że wyda się wam to chaotyczne, ale nie jestem w stanie tego uporządkować.
Ogólnie styl pisarski i język jest bardzo współczesny, w tym wypadku to bardzo ułatwia zrozumienie przekazu. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i myślę, że jest warta polecenia.
Moja ocena: 8+/10
~ Jane ~
Liczba stron: 352
„Oto ja, Katniss dziewczyna, która igra z ogniem”
Panem, państwo powstałe na ruinach USA, 12 dystryktów i rządzący nimi Kapitol, który wykorzystuje swoich obywateli jak tylko może. Po zorganizowaniu powstania w trzynastym, już nie istniejącym dystrykcie, ludzie muszą płacić za swoje nieposłuszeństwo uczestnicząc w Igrzyskach Głodowych. Z każdego dystryktu mieszkańcy muszą wystawić dwójkę zawodników - kobietę i mężczyznę w 12-18 lat- do walki na śmierć i życie, na przygotowanej arenie.
Zawsze chciałam przeczytać "Igrzyska.." i wreszcie się na to zebrałam, i chodź w sieci krąży milion recenzji, to pozwólcie, że ja napisze jeszcze jedną. Nie napiszę, że myślałam, że będzie to kolejna seria dla nastolatek, bo tak nie było. Miałam przeczucie, że pod tym tytulem kryje się coś więcej niż tylko miłosne miraże i tym podobne.
Po pierwsze zaczęłam się bać, kto wie, co przyniesie dzisiejszy egoizm ludzi, a opis Panem był naprawdę przerażający. Chociaż czy wykorzystywanie ludzi i zabawa nimi nie są dziś na porządku dziennym? Tak wielkie różnice dzielą ludzi zamożnych od tych ubogich, tak bardzo stajemy się zapatrzeni w siebie.
Po drugie byłam zszokowana okrucieństwem wobec tych młodych ludzi, w zasadzie dzieci. Jednak, mimo swojej sytuacji i bliskości śmierci, każde z nich mężnie walczyło.
Zniewolone dystrykty musiały wybrać po dwie osoby do Igrzysk .. w dwunastce została wylosowana mała Prim i wtedy jej siostra bez zastanowienia zglosiła się na ochotnika, aby ocalić dziewczynkę. Tak zaczynamy odkrywać charakter Katniss, która bardzo kochała siostrzyczkę i obiecała jej, że zwycięży. Jej walka jednak nie opierała się na zabiciu innych trybutów, ona walczyła z chorym systemem w jakim jej i innym niewinnym ludziom przyszło żyć. Chciała za wszelką cenę zniszczyć plan pozbawienia tych młodych ludzi człowieczeństwa i obudzenia w nich bestii, chciała wbrew zamysłom władzy pozostać człowiekiem. W ten sposób razem z Peetą, drugim trybutem z dwunastki, chcieli wygrać.
„- Właściwie nie wiem, jak to ująć. Chodzi o to, że… chcę umrzeć taki, jaki jestem naprawdę. Nie jestem pewien, czy rozumiesz, o co mi chodzi (…). - Chcesz przez to powiedzieć, że nikogo nie zabijesz? – zdumiewam się. -Nie, gdy przyjdzie co do czego, na pewno będę zabijał jak wszyscy. Nie odejdę bez walki. Po prostu usiłuję znaleźć sposób na to, że jestem kimś więcej niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach. - Ale nie jesteś kimś więcej. Nikt z nas nie jest. Na tym polegają igrzyska. - Zgoda, ale w głębi duszy powinniśmy pozostać sobą, i ty, i ja"
Choć próbowałam, to nie sposób wyrazić emocji jakie towarzyszyły mi podczas lektury i po niej. Wiem, że wyda się wam to chaotyczne, ale nie jestem w stanie tego uporządkować.
Ogólnie styl pisarski i język jest bardzo współczesny, w tym wypadku to bardzo ułatwia zrozumienie przekazu. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i myślę, że jest warta polecenia.
Moja ocena: 8+/10
~ Jane ~
sobota, 16 listopada 2013
Carlos Ruiz Zafón "Cień Wiatru"
Wydawnictwo: MUZA
Liczba stron: 516
„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”
Jak mówi pierwszy przytoczony przeze mnie cytat w tej powieści ciągle przewijają się książki. Towarzyszą nam one na każdej ulicy Barcelony, jest z nimi związany każdy bohater i nawet cała fabuła powieści zaczyna się i kończy na papierowym dziele. Zapomnianej, odnalezionej przez małego Daniela Sempere na Cmentarzu Książek powieści nieznanego autora - Juliana Caraxa. Z biegiem lat dorosły już mężczyzna nie przestaje poszukiwać innych dzieł tego pisarza i pragnie dowiedzieć się o nim więcej. Niestety nie jest to takie łatwe.
Wraz z odnalezieniem "Cienia Wiatru" Daniel rozpoczyna największą i najniebezpieczniejszą przygodę w swoim życiu. Jak się ona skończy?
Tak dużo pięknych cytatów z "Cienia Wiatru" krąży po kwejkach i innych portalach, że w końcu postanowiłam się nim zainteresować. Nie spodziewałam się, że owa książka jest tak potężnych rozmiarów, co trochę mnie przeraziło, tym bardziej, że nauka zajmuje mi tyle czasu, i nie wiedziałam kiedy zdołam się z nią uporać. Jednak nie powiem, że już sam jej widok mnie nie zafascynował. Od tej pory pragnę posiadać swój egzemplarz.
Zafón jest hiszpańskim pisarzem, a "Cień wiatru" napisał w 2001 roku, czyli w sumie nie dawno, czego po przeczytaniu pierwszych rozdziałów bym nie powiedziała. Na prawdę, bardziej obstawiałam, że powieść powstała na początku XX w.
Książka już po jej otwarciu wprowadza nas w klimat pięknej XX-wiecznej Barcelony. Jest taka delikatna i subtelna, a zarazem tajemnicza i momentami przerażająca. Nie mogłam i nie chciałam jej opuszczać, choćby na chwilę.
Właśnie to miejsce jest początkiem tak niezwykłej przygody Daniela, chłopca, któremu towarzyszymy od 10 roku życia, kiedy to ojciec zaprowadza go na Cmentarz Zapomnianych Książek. Z początku luźno powiązane ze sobą wątki prowadzą do rozwiązania, a cała historia jest bardzo dobrze przemyślana i ma zaskakujący finał.
W "Cieniu .." pojawiają się chyba wszystkie możliwe wątki. Miłość, nie tylko w formie romansu, rozczarowania i zaglądająca z każdego zakątka Barcelony samotność. Jest to także opowieść o odwadze i ludziach kochających pomimo wszystko.
„Ludzie są gotowi wierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę.”
Moją ulubioną postacią stał się Femin Romero de Torres. Na początku nie sądziłam, że odegra on taką ważną role w przygodzie Daniela. Jest on poczciwym człowiekiem, który niewątpliwie wprowadza wiele humoru do, moim zdaniem dosyć tragicznej, historii. Każda postać czegoś mnie nauczyła, a Femin tego, że każdy z nam może być wspaniałą osobą, ukrytą pod brudnymi ubraniami czy niepowodzeniami życiowymi, które sprawiły, że inni patrzą na nas jak na odrzutków.
„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”
Nie spotkałam się jeszcze z niepochlebna opinią tej książki. Subtelny klimat Barcelony, tajemnica otaczająca każdą stronę powieści, młodzieniec próbujący poznać historię pewnej książki i jej autora, niebezpieczeństwo, przyjaźń, samotność i miłość .. czyli wszystko co czyni tę powieść niezwykłą i zapadającą w pamięć. Uwielbiam takie historie, "Cień wiatru" dołącza do grona ulubionych. Nic dodać, nic ująć.
Moja ocena: 10/10
~ Jane ~
Liczba stron: 516
„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”
Jak mówi pierwszy przytoczony przeze mnie cytat w tej powieści ciągle przewijają się książki. Towarzyszą nam one na każdej ulicy Barcelony, jest z nimi związany każdy bohater i nawet cała fabuła powieści zaczyna się i kończy na papierowym dziele. Zapomnianej, odnalezionej przez małego Daniela Sempere na Cmentarzu Książek powieści nieznanego autora - Juliana Caraxa. Z biegiem lat dorosły już mężczyzna nie przestaje poszukiwać innych dzieł tego pisarza i pragnie dowiedzieć się o nim więcej. Niestety nie jest to takie łatwe.
Wraz z odnalezieniem "Cienia Wiatru" Daniel rozpoczyna największą i najniebezpieczniejszą przygodę w swoim życiu. Jak się ona skończy?
Tak dużo pięknych cytatów z "Cienia Wiatru" krąży po kwejkach i innych portalach, że w końcu postanowiłam się nim zainteresować. Nie spodziewałam się, że owa książka jest tak potężnych rozmiarów, co trochę mnie przeraziło, tym bardziej, że nauka zajmuje mi tyle czasu, i nie wiedziałam kiedy zdołam się z nią uporać. Jednak nie powiem, że już sam jej widok mnie nie zafascynował. Od tej pory pragnę posiadać swój egzemplarz.
Zafón jest hiszpańskim pisarzem, a "Cień wiatru" napisał w 2001 roku, czyli w sumie nie dawno, czego po przeczytaniu pierwszych rozdziałów bym nie powiedziała. Na prawdę, bardziej obstawiałam, że powieść powstała na początku XX w.
Książka już po jej otwarciu wprowadza nas w klimat pięknej XX-wiecznej Barcelony. Jest taka delikatna i subtelna, a zarazem tajemnicza i momentami przerażająca. Nie mogłam i nie chciałam jej opuszczać, choćby na chwilę.
Właśnie to miejsce jest początkiem tak niezwykłej przygody Daniela, chłopca, któremu towarzyszymy od 10 roku życia, kiedy to ojciec zaprowadza go na Cmentarz Zapomnianych Książek. Z początku luźno powiązane ze sobą wątki prowadzą do rozwiązania, a cała historia jest bardzo dobrze przemyślana i ma zaskakujący finał.
W "Cieniu .." pojawiają się chyba wszystkie możliwe wątki. Miłość, nie tylko w formie romansu, rozczarowania i zaglądająca z każdego zakątka Barcelony samotność. Jest to także opowieść o odwadze i ludziach kochających pomimo wszystko.
„Ludzie są gotowi wierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę.”
Moją ulubioną postacią stał się Femin Romero de Torres. Na początku nie sądziłam, że odegra on taką ważną role w przygodzie Daniela. Jest on poczciwym człowiekiem, który niewątpliwie wprowadza wiele humoru do, moim zdaniem dosyć tragicznej, historii. Każda postać czegoś mnie nauczyła, a Femin tego, że każdy z nam może być wspaniałą osobą, ukrytą pod brudnymi ubraniami czy niepowodzeniami życiowymi, które sprawiły, że inni patrzą na nas jak na odrzutków.
„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”
Nie spotkałam się jeszcze z niepochlebna opinią tej książki. Subtelny klimat Barcelony, tajemnica otaczająca każdą stronę powieści, młodzieniec próbujący poznać historię pewnej książki i jej autora, niebezpieczeństwo, przyjaźń, samotność i miłość .. czyli wszystko co czyni tę powieść niezwykłą i zapadającą w pamięć. Uwielbiam takie historie, "Cień wiatru" dołącza do grona ulubionych. Nic dodać, nic ująć.
Moja ocena: 10/10
~ Jane ~
piątek, 15 listopada 2013
Olga Gromyko "Wiedźma Naczelna"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 528
"-Drżyj siło nieczysta, jako że w rękojeści mojego miecza
umieszczono paznokieć z lewej nogi świętego Fenduła i samo dotknięcie
go obróci cię w proch!
- Drżę - przyznałam uczciwie. - Straszne paskudztwo i nie mam najmniejszej ochoty go dotykać!"
Nieustraszona
wiedźma naczelna kontynuuje swoje przygody. Nie lęka się strzyg, duchów
czy innych potworów, jedyne czego się boi to .. ślub i to nie byle
jaki, ponieważ jej narzeczonym jest władca Dogewy, piękny i silny wampir
- Len, a Wolha zamiast przygotowywać się do tej uroczystości wyrusza w
kolejną podróż.
Jednak po drodze sprawy się komplikują. Wiedźma komuś zaczyna przeszkadzać i tak rozpoczyna się polowanie na nią.
Jest
to piąta część przygód wiedźmy. Czemu zaczęłam od piątej? Szczerze
mówią to będąc wtedy w bibliotece bardzo się spieszyłam i wzięłam
pierwszą lepszą książkę, a dopiero potem w domu przeczytałam, że jest to
kontynuacja. Jednakowoż mi to nie przeszkadzało, bez problemu mogłam ją
zrozumieć. Powieść czytało się jakby to była pierwsza część.
Pomysł
i fabuła podobały mi się, może nie są jakieś super wybitne, ale
ciekawe. Wolha jeździła po różnych krainach szukając pracy dla bakałarza
IV stopnia magii bojowej, każda jej mniejsza przygodo-praca po trochu
mnie zaskakiwała, żeby pod koniec książki wszystko zebrało się w składną
całość. Jest napisana lekko, takim codziennym językiem z wprowadzonymi
gdzie niegdzie, stworzonymi na potrzeby książki, językami trolli czy
wampirów. Czyta się ją szybko i przyjemnie.
"Jednak
upiorna zagadka szybko się komplikuje. W sprawę wyraźnie zamieszany
jest świętobliwy Fenduł, patron i założyciel zakonu. Jego czcigodny
zewłok z nieznanych przyczyn i na przekór tradycji unika pobytu w
osobistym sarkofagu"
Autorka
ciekawie i obrazowo opisuje świat przedstawiony, i w żadnym momencie
nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Można się przy niej zrelaksować i czasami pośmiać, co ja mówię, prawie wszędzie widać ślady poczucia umoru autorki.
Główna bohaterka jest super. Jest odważna, ma cięty język, ale czasem robi nieprzemyślane rzeczy i pakuje się w tarapaty. Poza tym, że jet wiedźmą jest również kobietą z problemami, a jej głównym dylematem jest wspomniane wcześniej zamążpójście.
Jedyne
co mi w niej, tak jak i w reszcie bohaterów, przeszkadzało to ich
imiona (Wolha, Welka, Len, Krosten). Usprawiedliwiam to tym, że Olga
Gromyko jest ukrainką, może dlatego imiona nie brzmią tak jak te
anglojęzycznych pisarzy?
Ogólnie
powieść należy do takiego typu fantasy, który lubię. Przygoda, trochę
magii, aczkolwiek nie jest jakaś wybitna ani nic w tym stylu. Milo się
czytało, ale to wszystko. Nie pragnę więcej, nie mam chęci powrotu do
niej, nie tęsknię, a tego oczekuję od dobrej książki. Mimo, że
niezaprzeczalnie ma swoje plusy, to nie zawładnęła moim sercem.
Moja ocena: 5/10
~ Jane ~
środa, 13 listopada 2013
Neil Gaiman "Gwiezdny pył"
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 245
"Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd – były blade, łagodnie uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość i ból ludzi w dole i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata. A przecież wierzy w to każdy"
Moja przygoda z takim baśniowym fantasy zaczęła się od "Hobbita, czyli tam i z powrotem" i gdy zobaczyłam "Gwiezdny pył" postanowiłam ją kontynuować. Piękna okładka mnie urzekła, opis trochę mniej, ale mimo tego, że byłam przekonana, że trafiłam na banalną fantasy o miłości wzięłam ją do domu i zaczęłam czytać. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, miała u mnie czyste konto. I powiem szczerze, że cieszę się, bo przez to, że mnie zaskoczyła pochłonęłam ją w jeden wieczór, spragniona kolejnych przygód Tristrana Thorna.
"Gwiezdny pył" to druga samodzielnie napisana powieść Gaimana, najpierw została wydana w czterech częściach przez DC Comics, a potem w całości w 1999 roku i niemal od razu dotarła na listy bestsellerów, a potem nagrodzona przez tygodnik "Publishers Weekly" nagrodą Mythopoeic Fantasy Award. Książkę czyta się lekko i szybko.
Zaczyna się niewinnie, najpierw wioska Mur, dzieląca dwa światy, Anglię i Krainę Czarów. Potem magiczny jarmark i "przygoda" Dunstana Thorna. Swoją drogą, aż do 40-stej strony myślałam, że to on będzie głównym bohaterem, a tu taka niespodzianka .. . W powieść wkrada się młodzieńcza miłość i trochę pochopna obietnica. I właśnie tak zaczyna się podróż po niezwykłej i pełnej niespodzianek Krainie Czarów. Pokochałam ją już od pierwszego spotkania na jarmarku, a potem moje uczucie do niej tylko się pogłębiało. Jest piękna, czasem przerażająca, ale sprzyjająca młodemu Thornowi. W świecie, gdzie drzewa potrafią rozmawiać, a czarownice przemieniają ludzi w zwierzęta przeżyje niezapomniane przygody, aby zdobyć serce pięknej Victorii Forester.
"(...) wiedząc zbyt mało, by się bać, będąc zbyt młodym, by czuć podziw.."
Fabuła została podzielona na trzy, toczące się w tym samym czasie wątki, każdy równie intrygujący. Autor zwinnie przeskakuje z jednego na drugi, sprawiając, że czytelnik nie może przestać czytać, dopóki nie dowie się jak dalej potoczą się losy bohaterów, i w nieprzewidywalny sposób łączy je, to znów rozdziela prowadząc do punktu kulminacyjnego, bardzo niespodziewanego. To w powieściach lubię najbardziej.
Co można powiedzieć o bohaterach? Każdy ma w sobie to coś, coś takiego, co powinien mieć w sobie porządny bohater fantasy. Czarownice są stare i zgorzkniałe, drzewa przyjazne i delikatne, mimo swoich rozmiarów. Ale gwiazdy.. gwiazdy nie są tu takie oczywiste.
A na końcu znajduje się informacja mówiąca, że "Gwiezdny pył" jest kontynuacją powieści, która nigdy nie została wydana. Z prologu wnioskuję, że musiała to być interesująca historia i bardzo żałuję, że nie miałam możliwości się z nią zapoznać.
Dziś dowiedziałam się, że na podstawie powieści powstał film, o takim samym tytule i chyba już wiem co będę robiła wieczorem. Ciekawa jestem jak scenarzyści wyobrażają sobie Krainę Czarów. Natomiast Neil Gaiman zafascynował mnie swoim stylem pisarskim i już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w bibliotece.
Moja ocena: 7/10
~ Jane ~
Liczba stron: 245
"Wyobraził sobie też, że dostrzega twarze gwiazd – były blade, łagodnie uśmiechnięte, jakby ich właściciele zbyt wiele czasu spędzali ponad światem, obserwując krzątaninę, radość i ból ludzi w dole i nie mogli powstrzymać rozbawienia, gdy kolejny maleńki człowiek zaczyna wierzyć, iż jest środkiem wszechświata. A przecież wierzy w to każdy"
Moja przygoda z takim baśniowym fantasy zaczęła się od "Hobbita, czyli tam i z powrotem" i gdy zobaczyłam "Gwiezdny pył" postanowiłam ją kontynuować. Piękna okładka mnie urzekła, opis trochę mniej, ale mimo tego, że byłam przekonana, że trafiłam na banalną fantasy o miłości wzięłam ją do domu i zaczęłam czytać. Nigdy wcześniej o niej nie słyszałam, miała u mnie czyste konto. I powiem szczerze, że cieszę się, bo przez to, że mnie zaskoczyła pochłonęłam ją w jeden wieczór, spragniona kolejnych przygód Tristrana Thorna.
"Gwiezdny pył" to druga samodzielnie napisana powieść Gaimana, najpierw została wydana w czterech częściach przez DC Comics, a potem w całości w 1999 roku i niemal od razu dotarła na listy bestsellerów, a potem nagrodzona przez tygodnik "Publishers Weekly" nagrodą Mythopoeic Fantasy Award. Książkę czyta się lekko i szybko.
Zaczyna się niewinnie, najpierw wioska Mur, dzieląca dwa światy, Anglię i Krainę Czarów. Potem magiczny jarmark i "przygoda" Dunstana Thorna. Swoją drogą, aż do 40-stej strony myślałam, że to on będzie głównym bohaterem, a tu taka niespodzianka .. . W powieść wkrada się młodzieńcza miłość i trochę pochopna obietnica. I właśnie tak zaczyna się podróż po niezwykłej i pełnej niespodzianek Krainie Czarów. Pokochałam ją już od pierwszego spotkania na jarmarku, a potem moje uczucie do niej tylko się pogłębiało. Jest piękna, czasem przerażająca, ale sprzyjająca młodemu Thornowi. W świecie, gdzie drzewa potrafią rozmawiać, a czarownice przemieniają ludzi w zwierzęta przeżyje niezapomniane przygody, aby zdobyć serce pięknej Victorii Forester.
"(...) wiedząc zbyt mało, by się bać, będąc zbyt młodym, by czuć podziw.."
Fabuła została podzielona na trzy, toczące się w tym samym czasie wątki, każdy równie intrygujący. Autor zwinnie przeskakuje z jednego na drugi, sprawiając, że czytelnik nie może przestać czytać, dopóki nie dowie się jak dalej potoczą się losy bohaterów, i w nieprzewidywalny sposób łączy je, to znów rozdziela prowadząc do punktu kulminacyjnego, bardzo niespodziewanego. To w powieściach lubię najbardziej.
Co można powiedzieć o bohaterach? Każdy ma w sobie to coś, coś takiego, co powinien mieć w sobie porządny bohater fantasy. Czarownice są stare i zgorzkniałe, drzewa przyjazne i delikatne, mimo swoich rozmiarów. Ale gwiazdy.. gwiazdy nie są tu takie oczywiste.
A na końcu znajduje się informacja mówiąca, że "Gwiezdny pył" jest kontynuacją powieści, która nigdy nie została wydana. Z prologu wnioskuję, że musiała to być interesująca historia i bardzo żałuję, że nie miałam możliwości się z nią zapoznać.
Dziś dowiedziałam się, że na podstawie powieści powstał film, o takim samym tytule i chyba już wiem co będę robiła wieczorem. Ciekawa jestem jak scenarzyści wyobrażają sobie Krainę Czarów. Natomiast Neil Gaiman zafascynował mnie swoim stylem pisarskim i już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w bibliotece.
Moja ocena: 7/10
~ Jane ~
Subskrybuj:
Posty (Atom)






